Ostatnio wokół Nas tyle się dzieje...a mi i tak wydaje się że jakoś stoimy w miejscu... Może dlatego, że plany - tak duże na ten rok - nie realizują się tak szybko jakbym sobie tego życzyła? Dobrze, że idą do przodu:)) Krok po kroku...cieszy mnie to bardzo, bardzo... tylko jakby wolniej niż bym chciała...Być może to dlatego, że ostatnie lata Naszego życia tak pędziły...i te ciągłe zmiany miały takie tempo i intensywność, że teraz, jak się wszystko ustabilizowało...to w moim odczuciu czas płynie w zwolnionej konwencji. Tamta wersja wydawała się normą, bo przecież cały świat, a ludzie z nim pędzą i spieszą się, a i tak są wiecznie spóźnieni...
Miniony rok zweryfikował kilka złudnych przyjaźni, a nawet relacji rodzinnych. Z bilansu owych zdarzeń wynika,że stałam się silniejsza i chyba bardziej odporna na ludzką dwulicowość, choć nie ukrywam, że ze łzą w oku zapisuje to na plus w ostatecznym, osobistym rozliczeniu, ponieważ nadal , niezmiennie i idyllicznie wierzę w ludzi i w ich dobro, co czasem okazuje się ikarowskim lotem...a upadek na ziemię na długo pozostawia ślad...
Usłyszałam ostatnio mądre słowa: "życie nie oszczędza bólu nikomu" Racja, ale też nie ogranicza...daje szansę za szansą i to od Nas zależy, czy ją wykorzystamy, czy zaprzepaścimy...
Emocjonalnie się zrobiło, to fakt, ale czasem jest we mnie w środku taka potrzeba :))) A wracając do spraw mniej duchowych to zapowiada się tydzień spotkań, czasem jedno po drugim...oby owocnych.
Słonecznego wtorku Kochani :)))))))))))
 |
Zdjęcia:Pinterest.com |