Wspominałam już kiedyś, jak bardzo lubię ciepły blask świec...Jak dla mnie są one odpowiednie nie tylko przy okazji romantycznej kolacji we dwoje, ale tak zwyczajnie na codzień:) Na balkonie, tarasie czy ogrodzie, wieczorami w domu - przy okazji - braku okazji. U Nas zawsze jak wychodzę z łazienki wieczorem, świece są już zapalone przez mojego M. Od początku tak było i chyba tak już zostanie :))) Nie mam zamiaru protestować... Zapalone, zawsze poporawiają mi humor, nie ma znaczenia czy stoją w wyrafinowanych świecznikach, w szklanych słoiczkach, czy poprostu same na podstawce - ważne, by cieszyły nasze oko, budowały nastój, koiły emocje, łagodziły całodzienne napięcia i stresy. Wydaje mi się, że przy blasku świec wszystkie ostre krawędzie mebli i ścian łagodnieją...i człowiek chyba też...Zatem Kochani tak jak w tytule:) świeczki nie tylko na tort i od święta, ale na codzień i zawsze w wersji, którą lubimy, wykażmy się kreatywnością, układajmy własne kompozycję, wykonujmy własne świeczniki. Doceniajmy małe rzeczy i inspirujmy się...








































